Polityka redukcji emisji w Belgii to kolejne trybiki w europejskiej maszynerii klimatycznej.
Bruksela ustaliła jasną mapę drogową dla nowych pojazdów ciężarowych: redukcję CO₂ o 15% od 2025 r., która musi wzrosnąć do 90% w 2040 r.
Chociaż UE niedawno wprowadziła pewną elastyczność dla producentów w związku z powolnym wdrażaniem infrastruktury ładowania, podstawowe zobowiązanie nie podlega negocjacjom.
Dla zagranicznych przewoźników działających na terytorium Belgii te przepisy unijne są obowiązkowe. Hiszpanie, podobnie jak reszta Europejczyków, podlegają tym samym wymaganiom technicznym dotyczącym swoich flot oraz nowym systemom handlu uprawnieniami do emisji dla transportu drogowego, które zaczną być w pełni stosowane w 2027 r.
W obliczu tej perspektywy Belgia wdrożyła szereg zachęt, aby ułatwić przejście na ciężarówki o zerowej emisji. Flagowym środkiem jest zwolnienie z opłat drogowych dla tych czystych pojazdów, co jest poparciem, które Parlament Europejski zagłosował za przedłużeniem do połowy 2031 r.
Jest to kluczowa ulga finansowa, ponieważ według Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) pojazdy o zerowej emisji są wciąż „dwa lub trzy razy droższe niż modele z silnikiem Diesla”.
Do tego dochodzą dotacje we Flandrii, które uzupełniają ten wysiłek na rzecz dekarbonizacji.
Ale co myślą prawdziwi bohaterowie tej rewolucji na asfalcie? Percepcja wśród kierowców ciężarówek, którzy już dokonali zmiany, jest wyraźnie pozytywna. Belgijski kierowca prowadzący elektryczną ciężarówkę DAF wyjaśnia, że pojazd osiąga zasięg co najmniej 400 kilometrów w każdych warunkach pogodowych, podkreślając, że jest „znacznie wygodniejszy i cichszy niż ciężarówka z silnikiem Diesla”.
Doświadczenie to znajduje odzwierciedlenie w ankietach: 90% kierowców pojazdów elektrycznych w Belgii deklaruje zadowolenie, co sugeruje, że po pokonaniu początkowej bariery psychologicznej nowy komfort jazdy ostatecznie przekonuje profesjonalistów.
Jednakże sektor transportu drogowego towarów w Belgii staje w obliczu tej metamorfozy w stanie skrajnej kruchości. Krajobraz biznesowy to struktura zdominowana przez małych graczy: z 14 000 firm transportowych w kraju, większość to mikroprzedsiębiorstwa z mniej niż sześcioma pojazdami.
Rok 2025 był katastrofalnym rokiem, który ustanowił historyczny rekord upadłości, z 413 znikniętymi firmami. To właśnie ta armia małych przewoźników i osób samozatrudnionych, o mniejszej sile finansowej, najbardziej cierpi z powodu idealnej burzy wysokich kosztów operacyjnych i wymogów środowiskowych.
Presja ta nasila się, gdy weźmiemy pod uwagę płace i alarmujący niedobór siły roboczej.
Kierowca ciężkiej ciężarówki w Belgii otrzymuje średnie roczne wynagrodzenie w wysokości około 51 797 euro brutto, pensję, która musi konkurować z trudnymi warunkami sektora, w którym popyt na transport rośnie, a profesjonalistów brakuje.
Paradoksalnie, rząd flamandzki usunął kierowcę ciężarówki z listy zawodów deficytowych, zaostrzając rekrutację personelu spoza UE w momencie największej potrzeby.
Podsumowując, Belgia zmaga się z ambicjami klimatycznymi i surową rzeczywistością swojej floty pojazdów. Zwolnienia z opłat drogowych i dotacje są pożytecznymi łatami, ale nie rozwiązują podstawowego równania ekonomicznego dla małego przewoźnika: wzięcie na siebie nie do spłacenia długu za elektryczną ciężarówkę przy jednoczesnym zmaganiu się z malejącymi marżami zysku.
Transformacja ekologiczna w transporcie towarów nie będzie możliwa, dopóki nie zostanie zagwarantowana masowa infrastruktura ładowania i nie zostanie od podstaw rozwiązany problem prekaryjności i niedoboru kierowców. W przeciwnym razie, zamiast zielonej mobilności, będziemy świadkami łańcuchowej bankructwa belgijskiego płuca logistycznego.
Have any thoughts?
Share your reaction or leave a quick response — we’d love to hear what you think!