UE debatuje, czy czas ładowania ciężarówki elektrycznej powinien liczyć się jako odpoczynek kierowcy

by Marisela Presa

Transformacja w kierunku elektryfikacji transportu towarowego zaczęła kolidować ze sztywnymi ramami regulacyjnymi zaprojektowanymi dla ery diesla. Międzynarodowy Związek Transportu Drogowego (IRU) działał jako katalizator pilnej debaty, gromadząc unijnych ustawodawców, producentów, operatorów logistycznych i dostawców energii. Sednem problemu są praktyczne kwestie: długie cykle ładowania, ograniczona dostępność infrastruktury oraz konieczność skrupulatnego planowania redefiniują dzień pracy kierowcy. Pytanie, które wisi w powietrzu, brzmi: czy obecne unijne przepisy dotyczące czasu jazdy i odpoczynku, będące kamieniem węgielnym bezpieczeństwa ruchu drogowego i praw pracowniczych, są zgodne z codzienną eksploatacją elektrycznej ciężarówki.

Uczestnicy rynku ostrzegają przed bezpośrednim ryzykiem: niepewnością prawną. Obawiają się, że w przypadku braku jasnych i ujednoliconych wytycznych każde państwo członkowskie będzie interpretowało na swój sposób sposób stosowania tych przepisów do nowych scenariuszy, takich jak ładowanie podczas obowiązkowej przerwy lub w zajezdni. Ta rozbieżność, twierdzą, rozbije Jednolity Rynek w momencie, gdy inwestycje w zrównoważone floty są najbardziej potrzebne, tworząc nierówne warunki konkurencji i spowalniając transformację ekologiczną. Żądanie niekoniecznie polega na natychmiastowej zmianie prawa, ale na osiągnięciu spójnego i przewidywalnego stosowania w całej Unii.

Z Brukseli Komisja Europejska, reprezentowana przez Kristiana Schmidta, przyjmuje stanowisko ostrożnego pragmatyzmu. Uznaje potrzebę jasności i praktycznych rozwiązań, ale podkreśla niepodważalne zasady: okresy odpoczynku muszą być „prawdziwe” i nie mogą być czasem zajętym przez logistykę ładowania, a także musi zostać zachowany równy poziom konkurencji dla wszystkich operatorów. Jej stanowisko opiera się na aktywnym słuchaniu; jest gotowa uczyć się z doświadczeń w terenie, aby ocenić, czy ramy prawne wymagają wyjaśnienia lub korekt, bez uszczerbku dla wypracowanych standardów społecznych.

Debata, jak podkreśliła Raluca Marian z IRU, wykroczyła poza czysto regulacyjne kwestie, zagłębiając się w ludzki aspekt elektryfikacji. Twierdzi się, że sukces tej transformacji zależy nie tylko od kabli i stacji ładowania, ale także od tego, jak wpływa ona na planowanie operacyjne, warunki pracy kierowców i potrzebę nowych umiejętności. Wniosek wyciągnięty z warsztatów jest taki, że każda adaptacja regulacyjna musi osiągnąć delikatną równowagę: utrzymać ochronę socjalną pracownika, jednocześnie zapewniając opłacalność ekonomiczną firmom stawiającym na dekarbonizację.

Krótko mówiąc, powstający konsensus jest taki, że rewolucja elektryczna wymaga inteligentnej ewolucji przepisów. Nie chodzi o demontaż przepisów dotyczących odpoczynku, ale o ich reinterpretację w kontekście scenariuszy nie do pomyślenia dekadę temu. Droga, jaka się rysuje, polega na ścisłej współpracy między przemysłem a regulatorami w celu zdefiniowania rozwiązań godzących bezpieczeństwo, prawa pracownicze i rzeczywistość operacyjną. Ten warsztat był tylko pierwszym krokiem w dialogu, który będzie kontynuowany, dążąc do postawienia ludzi w centrum sektora transportu drogowego, który stara się być jednocześnie zielony i sprawiedliwy społecznie.

Have any thoughts?

Share your reaction or leave a quick response — we’d love to hear what you think!

You may also like

Leave a Comment